czwartek, 11 lutego 2016

KALEKI

GENOM - KONTYNUACJA



Tytuł: Геном
Cykl: Геном
Autor: Siergiej Łukjanienko
Wydawnictwo: ACT
Data wydania: 2014
Liczba stron: 768
ISBN:  978-5-17-082764-0

Od czasu do czasu pojawiają się na moim blogu wpisy o książkach obcojęzycznych. Zamieszczam je rzadko, zazwyczaj wtedy, gdy nie ma jeszcze wydania polskiego, traktując taką opinię jako swego rodzaju przedpremierową „zajawkę” . Z „Genomem” mam jednak kłopot. I to nie jeden. Po pierwsze, jakie książki wchodzą w skład cyklu? To co zna czytelnik rosyjski to: „Genom” (Геном), „Tańce na śniegu” (Танцы на снегу) i „Kaleki” (Калеки). Tak była kolejność powstawania i w takiej kolejności część wielbicieli twórczości Łukjanienki poznawała książki. Jednak „Tańce na śniegu” to prequel. Gdy cykl wydawany jest też jako jedno grube tomiszcze, kolejności czytania jest niejako narzucona przez wydawnictwo, które zdecydowanie preferuje wewnętrzną chronologię świata. I taką też kolejność w tej chwili zaleca sam autor. Jednakże w niektórych wydaniach "Tańce na śniegu" są opisane jako tom drugi, co może nieobeznaną z problemem osobę nieco zmylić, Polski czytelnik od początku przyzwyczajony jest do kolejności "chronologicznej" - najpierw "Tańce na śniegu", potem "Genom". I niech tak zostanie.
Nietrudno zauważyć, że tytuł jednego z tomów jest taki sam jak tytuł całego cyklu, co wprowadza jeszcze większe zamieszanie, gdyż nie zawsze do końca wiadomo co nasz interlokutor ma na myśli mówiąc/pisząc "Genom" - cały cykl, czy tylko jedną powieść.
Zanim przejdę do omawiania tekstu, pozwolę sobie na krótką, ale istotną dygresję. W języku polskim utwory prozatorskie można z grubsza podzielić na powieści i opowiadania. Wiem, wiem, że znawcy tematu mogą mnie oskarżyć o spłycanie problemu, ale chodzi mi tu o rozważania na poziomie zwykłego zjadacza chleba (i książek) oraz języka potocznego. Rosjanie oprócz powieści (роман) i opowiadania (рассказ) mają jeszcze повесть – coś co jest na powieść za krótkie, a na opowiadanie za długie. Najczęściej w języku polskim повесть utożsamiana jest z nowelą, co jest dobrym, chociaż nie stuprocentowo  prawdziwym przybliżeniem. Chyba najlepiej pasuje tutaj nieoficjalne określenie „mikropowieść”.  Jak zwał tak zwał, ważne, że wiemy o co chodzi,
„Kaleki” to właśnie  повесть  - prawdziwe wyzwanie dla wydawcy. Nie bardzo wiadomo co z tym zrobić – do zbioru opowiadań jest za długa, na samodzielną publikację za krótka. Może gdyby ktoś w Polsce wydał cykl Genom" w jednym tomie, tak jak to robią Rosjanie, dokleiłby i „Kaleki”, a tak… Nie wiem nawet, czy tekst został przetłumaczony i wydany w Polsce. Szukałam ale nie znalazłam. To oczywiście o niczym jeszcze nie świadczy – może się kiepsko starałam. Będę wdzięczna za każdą informację. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…
Ci, którzy czytali „Genom” (cykl) wiedzą, że tom pierwszy i drugi są ze sobą powiązane niemalże symbolicznie. Akcja obu książek rozgrywa się w tym samym uniwersum, ale ani postaci, ani fabuła nie mają ze sobą nic wspólnego. Trochę inaczej rzecz się ma gdy idzie o „Kaleki” – z „Genomem” (powieścią) łączy je postać głównego bohatera, Alexa Romanowa, specpilota. Jednakże w całym tekście jest tylko jedna, delikatna aluzja do tego, co się działo w powieści. Wzmianka ta nie wnosi nic ważnego do treści „Kalek”, a jedynie sygnalizuje czytelnikowi, że to ten sam Alex, tylko nieco starszy i po przejściach.
Sam tekst, to jak zwykle u Łukjanienki, kawał dobrego, pisarskiego rzemiosła – przyjemne, przygodowe SF, w sam raz na jeden wieczór. No, może dwa. Wciągająca, wartka akcja, ciekawe postaci, dobrze dozowane napięcie. Do tego w treść sprytnie wplecione są drobne rozważania natury ogólnej o istocie człowieczeństwa, o naszych lękach, słabościach i mocnych stronach.  To też znak charakterystyczny Łukjanienki – w swoich powieściach i opowiadaniach zawsze stara się poruszać jakiś problem. Nie nachalnie, bez zbędnej dydaktyki, bez rozwlekania, aczkolwiek też bez nadmiernej finezji. Nie jest to ani głęboka, ani specjalnie odkrywcza filozofia. Czytelnikowi starszemu, bardziej wyrobionemu, niektóre rozważania mogą się wydać banalne, ale dla tych, którzy zbytnio skoncentrowali się na przygodzie, jest taki mały szturchaniec, zmuszający do zastanowienia się "co autor chciał nam przez to powiedzieć". Czego chcieć więcej?
Łukjanienko sprawnie opowiada historię ekipy specjalizującej się w… poskramianiu statków kosmicznych, które z jakiegoś powodu wymknęły się spod kontroli.  O ile w powieściach znaczną rolę odgrywała kreacja świata, to tym razem autor koncentruje się przede wszystkim na ludziach. A mamy tu ciekawą zbieraninę. Wspomniany już Alex - pochodzący z ZIemi specpilot, Hasan - technik, specjalista zajmujących się niestandardowym oprzyrządowaniem, Weronika - ziemianka, psycholog, Damian - specbojownik z planety Moskowia i Tracy - haker z planty Olimp. 
Znajomość poprzednich części (szczególnie „Genomu”) jest podczas lektury przydatna - dzięki niej "widzimy" bardziej szczegółowo świat otaczający bohaterów i lepiej rozumiemy niektóre ich rozterki,  ale i bez tego czytelnik powinien dać radę. 
Na koniec mała ciekawostka. Postaram się przy tym nie zdradzić zbyt dużo, żeby nie zepsuć przyjemności czytania (gdyby komuś udało się jednak znaleźć polskie wydanie, albo gdyby zdecydował się na oryginał). Otóż pierwotnie opowieść kończyła się zupełnie inaczej. Jednak przed przesłaniem tekstu do wydawcy Łukjanienko posłał rękopis (komputeropis?) Nikowi Pierumowowi z prośbą o przyjacielską opinię. Co dokładnie Nik powiedział Łukjanience, tego nie wiem, wiem natomiast, że namówił go do zmiany końcówki na weselszą. Łukjanienki nie trzeba było zresztą długo przekonywać, bo to człowiek z natury dobry, który źle nie życzy nikomu - nawet bohaterom literackim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz